- czyli o „niepiśmiennych analfabetach” po podstawówce i praktycznie zerowej znajomości prawa oraz potencjalnych psychopatach, sadystach i socjopatach

Do 2006, aby zostać przyjętym do „drogówki” czy Prewencji w Policji trzeba był zaliczyć 40-pytaniowy test z wiedzy, głównie prawa. Dla każdego, co ma coś w głowie, test jest do zaliczenia „z marszu”. Tym, co kończyli jeszcze socjalistyczne szkoły wystarczy pewne tyle czasu, ile zajmie przeczytanie ustawy o Policji i Konstytucji. Bo nawet pobieżna znajomość zaledwie tylko tych dwóch dokumentów wystarcza, aby test zdać i to „w cuglach”. Nawet tym, co „jechali” w socjalistycznych szkołach na trójach test nie powinien sprawić dużych problemów. Ale w 2006 roku od końca szkoły socjalistycznej minęło 16 lat i nowe wypusty tych z trójami – bo nie łudźmy się, ze inni do drogówki i prewencji kandydowali- to juź nie był ten poziom, co z trójami za socjalizmu. I zrobił się problem, bo testy zaliczało czasem tylko 20% chętnych, a ci co zaliczyli, albo nie mieli „pary” w łapie, albo mieli problemy z bezwzględnym posłuszeństwem, albo nie za bardzo lubili przylać. No i wówczas jeszcze w miarę demokratyczna, PiS-owska władza stanęła przed problemem, ze za chwilę może braknąć posłusznych knutów do pilnowania obywateli. I władza sobie poradziła. Jak?. Zmieniła charakter testu z selekcyjnego na rankingowy, czy „oblanie„ nie przerywało automatycznie rekrutacji. I w ten sposób, dzięki PiS-owi nawet kompletnie niegramotne intelektualnie indywiduum po podstawówie mogło dostać pistolet, kajdanki i zostać „władzą”. Myślicie, że nowa władza, czyli PO jak nastała z np. szacunku do obywateli cofnęła tę zmianę. Nic z tego!.

Jeśli to mało, to podczas rekrutacji nie przeprowadza się testu psychologicznego z prawdziwego zdarzenia. To co jest robione, to jest „marzenie socjopatów” chcących się dorwać do broni, żeby sobie postrzelać bezkarnie do ludzi. Gdybyście byli socjopatą i chcieli zaliczyć test, to jaki powinien być „prawidłowy” stosunek do twierdzenia : "Moje życie jest pełne spraw, które mnie interesują," mająć do wyboru odpowiedzi tak, nie nie wiem.

Albo
"Czasem czuję, jakby siedział we mnie jakiś demon" i też odpowiedzi tak nie niewiem,
albo :
"Trudno mi się skupić na konkretnym zadaniu" i te same odpowiedzi.
Przecież to jest tak prymitywny test, że brak słów. To jest intelektualny śmieć. I takim czymś się sprawdza psychikę przyszłych policjantów. 

Z 30 pytań z tego tzw. „testu psychologicznego” „prawidłowo” według Policji odpowiedziałem na 28, więc według testu mam wprost „wybitne” przymioty na Policjanta. A tak naprawdę ten test, to jest taki bzdet intelektualny, tak ordynarnie tendencyjny i durny, że nie wiadomo, co powiedzieć. Jak ktoś się chce pośmiać to tu jest link :

 https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/13,35771,14127,test-multiselect-przykladowe-darmowe-pytania-z-testu.html





Można zapytać dlaczego do najczęstszego kontaktu władzy z obywatelem, władza wysyła taką swoją „wizytówkę” w postaci osób o takim poziomie ?.

Odpowiedź jest prosta – jaka władza taka jej „wizytówka”.

Cywilizowana, demokratyczna władza, o odpowiednim morale i zasadach etycznych nigdy by sobie nie pozwoliła na taką „wizytówkę”. Bo by czuła, że to wstyd i po prostu nie wypada. Zamordystyczna, totalitarna władza nie ma zna takich pojęć jak „nie wypada” i „wstyd”. Takiej władzy wprost zależy, aby w kontakcie z jej „wizytówką” obywatel czuł się niepewnie, odczuwał lęk i niechęć. A najlepiej żeby się bardzo bał nieobliczalności „wizytówki”. Wizytówka” ma swoją nieobliczalnością, brakiem kultury i brutalnością zastraszać Polaków – to jest faktyczny cel zatrudniania „niepiśmiennych’, bez znajomości prawa i bez przechodzenia testów psychologicznych z prawdziwego zdarzenia w Policji. A to z kolei oznacza, ze władza w Polsce ma w pogardzie cywilizowane zasady, demokrację, a przede wszystkim obywateli. I tak naprawdę prezentuje tzw. „kulturę azjatycką”, gdzie liczy się tylko siła i strach. Ci, co pamiętają czasy komuny w Polsce, to wiedzą, ze wtedy było tak samo, jak teraz. Milicja, wówczas tzw. „Obywatelska” nazywana była „bijącym sercem partii bolszewickiej”, czyli PZPR. Do tzw. ZOMO, przemianowanego w 1990 na Oddziały Prewencji brano „chłopków ze wsi” po 3 klasach podstawówki. Kandydat musiał mieć tylko 3 cechy, „parę” w łapie, bezwzględnie słuchać rozkazów i lubić przylać. Chodziły wówczas anegdoty o takich kandydatach, ze jak takiemu jednemu z drugim na krótkim szkoleniu dali pałę do ręki, to poczuł taką „władzę”, że się sami tymi pałami nawalali.




I to by było na tyle w kwestii tzw. dbającej o bezpieczeństwo i szanującej swoich obywateli tzw. „demokratycznej” władzy w Polsce.